Z zimowej drzemki znów mnie wyrwałam, 
Matka natura, matka wspaniała, 
Gdy się ocknąłem by nadal być, 
Gdy zapragnąłem radośniej żyć,
Świat dookoła wydał się innym,
A ja przestałem być sobie winnym...
I znów jak kiedyś zawisł nad łąką
Skowronek - śpiewak, ptaszyna szara,
A ja po rosie brodząc w natchnieniu,
Czułem jak coś się we mnie wyzwala... 
Bociani klekot dobiegł z oddali,
Jaskółki nutki na drutach tkały,
Pod lasem bażant na bażancicę
Namiętnie wołał w pełnym zachwycie...
Sarenka do mnie puściła oko,
Słońcem jaśniało gdzieś - hen wysoko,
Pierś wypełniła żądza radosna 
Poczułem: Znowu nadeszła wiosna!
Lecz pełni szczęścia to nie dawało,
Jak gdyby czegoś mi brakowało,
Obraz niepełny był - aż tu nagle 
Powiało ciepłem w obwisłe żagle!
Zrazu niepewnie, jakby z obawą,
Spojrzałem w lewo, spojrzałem w prawo,
Spojrzałem za się... cóżem zobaczył?
Cień! Cień jakowyś w dali majaczył! 
Nie wiem dlaczego, wydał się bliski, 
Coś zajarzyło, jakieś przebłyski,
Że może wreszcie, że z samotności,
Wyrwać mnie zdoła, w życiu zagości... 
Lecz gdzież właściciel owego cienia?
Myśl zniewoliła wola ujrzenia,
Z razu przelotnie tylko spojrzałem
I nagle cały znieruchomiałem... 
Podniosłem oczy, serce zabiło, duszy się cieplej jakoś zrobiło,
Po ciele mrowiem zadrgało mi... Na skraju łąki - kraśniałaś 
Ty ! 
Uroki wiosny...
Na główną
Tekst, muzyka,
wykonanie: 
Rychu
27.03.2004